Niedawny incydent na granicy niemiecko-francuskiej zdecydowanie zagęścił atmosferę w całej Europie. Był on jednocześnie całkowicie niespodziewany, a zarazem tragiczny w skutkach. Nasilająca się w krajach niegdysiejszej Unii Europejskiej entropia objawiała się coraz większą ilością takich właśnie "incydentów". Ten wydawał się jednak nieco bardziej istotny.
Niewielki oddział nieoznakowanych komandosów przeniknął na teren francuskiego posterunku granicznego. Posterunek był ciężko ufortyfikowany, miał on stanowić bowiem jeden z głównych punktów oporu powstającej linii Hardey'a - systemu umocnień finansowanego przez rządy Francji i Wielkiej Brytanii. Liczne gniazda karabinów maszynowych, liczący kilkudziesięciu weteranów garnizon, działa przeciwpancerne, artyleria oraz ich obsługa - było tutaj około dwustu osób. Wewnętrzny plac miał kształt sześciokąta, na którego wierzchołkach znajdowały się wieże obserwacyjne. Po murach chodziły liczne patrole, cały posterunek był obserwowany przez grupę niezależnych od siebie snajperów, zakamuflowanych w, porozrzucanych w kilometrowych odstępach, punktach obserwacyjnych. Był.
Jean, wachmistrz na południowo-zachodnim wierzchołku sześciokąta ujrzał biegnącą w jego stronę postać. Człowiek potknął się, wstał, obejrzał się za siebie i przyśpieszył. Jean szybko rozdysponował swoich podkomendnych, każąc im się ubezpieczać, po czym zbiegł do furty. Zdecydował, że najpierw wpuści biegnącego, samotny nie mógł wiele zdziałać przeciwko całemu posterunkowi. Na tych terenach często grasowały wilki, być może jakaś wataha goniła mieszkańca okolicznej wioski, a ten, wiedząc o posterunku uznał go za swoją ostatnią deskę ratunku. Intensywnie machający rękoma kształt wbiegł przez furtę, ledwo dysząc upadł na ziemię i próbował tam złapać oddech. Francuzowi wydawało się, że słyszy kilka dobiegających z górnego poziomu, na którym została reszta jego podkomendnych, plaśnięć. W dalszej analizie dziwnych dźwięków przeszkodziła mu jednakże dziura o średnicy 7,62 mm, ciągnąca się od jego lewego oka, przez mózgoczaszkę, aż do potylicy.
Sekcja Walki Dalekosiężnej, licząca ośmiu mężczyzn i dwie kobiety, spokojnie przeładowała swoje modułowe karabiny. Podzielona na dwie grupy, pozwoliła wyeliminować południowo-zachodni oraz południowy posterunek. Oba oddziały miały teraz, przy użyciu swoich haków wspinaczkowych, zająć pozycję na murze pomiędzy tymi posterunkami, skąd mogły kontynuować wspieranie pozostałych komandosów.
Sekcja Szturmowa, także podzielona na dwie podgrupy, wślizgnęła się przed otwarte furty. Dziesięciu żołnierzy w każdej, szybko pozbawili obrońców uniformów, przebrali się w nie, a następnie, udając regularny patrol, ruszyli po murach w stronę kolejnych posterunków.
Kiedy dowódca południowo-wschodniej wieży dostrzegł zmierzający w jego stronę patrol, zdziwił się niepomiernie. Kiedy wywołał ich przez krótkofalówki, ci wprawdzie odpowiedzieli nienaganną francuszczyzną, ale mimo to, ogarnęły go złe przeczucia. Zebrał więc całą załogę swojego posterunku, i, niczym ostatni kretyn, ruszył na spotkanie.
Specjalnie przystosowane do całej akcji, wyciszone strzelby wypaliły krótką salwą. Niemalże każdy potencjalny scenariusz został dokładnie opracowany i przećwiczony jeszcze w ośrodku szkoleniowym. W wypadku, gdyby załoga posterunku chciała nawiązać kontakt na niewielkiej odległości, oddział miał błyskawicznie sformować dwuszereg i wypalić salwę na wzór XVIII-wiecznych fizylierów - pierwszy szereg klęczący, drugi wyprostowany. Nowoczesne strzelby o dużej sile rażenia literalnie poszatkowały całą francuską załogę. Na drobne kawałeczki.
Po zajęciu wszystkich wież, zamontowane w nich ciężkie karabiny maszynowe zostały wyrwane z gniazd i przeniesione przed wejście do baraków obsługi. Wrzucony do środka granat dymny, zdezorientował ich na tyle, że wszyscy próbowali wybiec jedynym wyjściem. Masakra trwała tylko kilkanaście sekund.
Komandosi opuścili posterunek w zorganizowanej formie. Straty własne ograniczyły się do jednego złamanego otwieranymi drzwiami do wieży, nosa. Przez cały czas trwania operacji, nie podniósł się alarm, a kamery zarejestrowały tylko poruszające się, nieoznakowane postaci.
No comments:
Post a Comment