Saturday, January 4, 2014

Plumbum exercitus

Ołowiane wojsko, stojące w kącie, czeka na swojego właściciela. Jest mu bliższe niż jakiekolwiek inne zabawki, każda z figurek zawiera jakąś część jego duszy. Jako ich generał dowodził nimi przez wiele batalii, walczył z nimi ramię w ramię.Teraz częściej zajmuje się psem, czyta książki. Kiedyś bawił się nimi raz na miesiąc. Pojawiał się wtedy kolejny żołnierzyk. Teraz chłopiec nie odwiedzał ich już od bardzo dawna. Tak samo ten dom przestały odwiedzać inne osoby. Ciocie, dziadkowie, sąsiedzi. Drzwi otwierają się, wyważone potężnym kopniakiem. Do pomieszczenia wchodzi on. Wysoki, niegdyś muskularny, lecz zaniedbane, mięśnie flaczeją. Obdarzony olbrzymim brzuchem, z czerwonym nosem, przetłuszczonymi włosami. Długa, poszarpana blizna wszerz przedramienia. Na łysej głowie kolejna, ledwo zagojona. Chłopiec podskakuje na łóżku, ucieka w kąt pokoju, pod biurko. Pies zaczyna piszczeć, wybiega z pokoju z podkulonym ogonem. Mężczyzna powoli się rozgląda. Otwiera usta, po pokoju rozchodzi się zapach alkoholu. "Nie przywitasz się z tatusiem, syneczku?". Prawa ręka podnosi się delikatnie, ledwie zauważalnie. "Chodź, stęskniłem się za Tobą, młody". Dłoń pieści klamrę od pasa, lewa jeszcze zwisa swobodnie. Chłopiec cicho chlipie w kącie. "Podejdź do mnie". Głos się podnosi, daje się wyczuć pierwszą nutę agresji. Gdzieś zniknęła ta słodycz, może uczucie. Może prawdziwa tęsknota? W pokoju słychać płacz, żałosne stworzonko skulone pod biurkiem łapie się za głowę, wie już co się za chwilę, za chwileczkę, dosłownie za momencik, wydarzy. Ciężkie, podkute buty, już dziurawe, zniszczone. Całkiem inne niż dwa lata temu, kiedy mężczyzna służył w brygadzie specjalnej. Kiedy zgarnął bliznę na przedramieniu, broniąc się przed ciosem noża. Teraz buty są ubrudzone w wymiocinach, a dumne ślady po walce znajdują się na głowie. Ich źródłem nie jest jednak nóż, a rozbita butelka po piwie. Prawy desant podnosi się i opada, dogania go, a zaraz po tym wyprzedza, lewy. Mimo rozstrojonego błędnika, w krokach wciąż widać marszowy trening. Pas nagle jest w jego dłoniach. Lewa ręka łapie chłopca za długie, pofalowane włosy, małe ciałko szoruje po ziemi. Gwałtowny ruch ręką, twarz chłopca uderza w łóżko. Pas unosi się, krzyk (bólu? radości? któż to wie, głosy się zlewają w jeden). "Nie kochasz swojego tatusia?". Uderzenie. "Nie chcesz go słuchać?". Piękna, stalowa klamra lśni w świetle mizernej żaróweczki, lecąc do góry. "My, w wojsku, gdy nie słuchaliśmy" - okrzyk bólu, klamra sięgnęła swojego celu - "rozkazów oficera" - kolejny okrzyk - "byliśmy bici do nieprzy-" - następny -"tomności"- ostatni. Mężczyzna wychodzi. Po łóżku ścieka krew z rozbitego nosa. "Syneczek" pochlipuje, nie może się już doczekać kolejnej wizyty "tatusia". Tęsknota wzbiera w nim bardzo gwałtownie. Z salonu dochodzą dźwięki telewizora. Chłopiec powoli wstaje, wlecze się do kuchni. "Co robisz, głupia kurwo", brzęk pękającej butelki. "Zarżnąć Cię czy zerżnąć Cię?", a może na odwrót? Bełkot ekskomandosa jest ciężki do zrozumienia. Szuflada w kuchni jest nieco uszkodzona, widać na niej odcisk podkutej podeszwy. Nóż  znajduje się w dłoni chłopca, kiedy  ociera twarz serwetką. Dopiero teraz podnosi głowę. Ze złamanego nosa wciąż cieknie krew, spływa i plami jego ubranie. Z pokoju słychać kobiece krzyki oraz męski głos, wydający na świat kolejne inwektywy. Czy ktoś słyszy kroki w przedpokoju? Czy można usłyszeć dźwięk noża przecinającego powietrze? Nagła cisza. Dziwny gulgot, nóż uderza o kafelki (kto ma kafelki w salonie?). Chłopiec wraca do swojego pokoju. Do pudełka pod łóżkiem chowa nóż, ceremonialny, którego ostrze (wciąż splamione krwią) jest ozdobione afrykańskimi symbolami, a rękojeść jest z pięknego, lśniącego hebanu. Na nożu widać zacieki oraz świeżą krew. W dłoni chłopca pojawiają się dwie figurki, jedna męska, druga kobieca. Dołączają do ołowianego wojska. Każdy z żołnierzy ma jakąś ranę, ciętą lub kłutą. Niektóre twarze wydają się chłopcu znajome, niektóre są do siebie podobne. Figurki lądują w pudełku. Pudełko ląduje pod pachą. Chłopiec ląduje na ulicy.



No comments:

Post a Comment